Budować więcej to za mało. Trzeba jeszcze budować tam, gdzie jest popyt

Podziel się

Budownictwo społeczne zaczyna odgrywać coraz wyraźniejszą rolę po stronie podaży. Kluczowe pytanie nie brzmi jednak, kto zbuduje więcej, lecz kto trafniej rozpozna lokalny popyt, potrzeby mieszkańców i możliwości konkretnych miast.

Czy najbliższe miesiące będą rekordowym czasem dla budownictwa społecznego?

Dzisiaj naszą uwagę przyciągnął wywiad udzielony Money.pl przez dr. hab. Adama Czerniaka, wiceprezesa Krajowego Zasobu Nieruchomości, profesora SGH. Możliwy rekord III RP, stabilizacja sytuacji na rynku mieszkaniowym i odejście rządzących od programów wsparcia na rzecz stymulacji podaży – gwałtowne impulsy, które do tej pory towarzyszyły nam na rynku, powoli ustępują miejsca społecznemu budownictwu czynszowemu.

W 2026 r. SIM-y i TBS-y mają oddać do użytku ok. 8 tys. mieszkań. Poprzedni rekord z 2004 r. wynosił 7197 lokali użytkowych. Jednocześnie sektor deweloperski nadal odpowiada za ponad 90% nowej podaży. I właśnie tutaj zaczyna się mały „wyścig”. Nie o to, kto wybuduje więcej mieszkań, ale o to, kto szybciej zrozumie, gdzie, dla kogo, w jakim standardzie i za jaką cenę należy dzisiaj budować.

Inwestycja społeczna w mniejszych miastach może stanowić pierwszy nowy budynek wielorodzinny od dekad. Z kolei w innych lokalizacjach nawet atrakcyjna oferta może nie odpowiadać popytowi. Demografia, mobilność czy rosnące koszty utrzymania nieruchomości mają coraz większy wpływ na rozbijanie jednolitego rynku mieszkaniowego. Dla deweloperów oznacza to nowego partnera, konkurenta albo katalizator lokalnego rynku — zależnie od miasta i segmentu. Dla samorządów: większą odpowiedzialność za jakość danych i trafność decyzji inwestycyjnych. Dla całej branży: konieczność odejścia od myślenia w skali „Polski” na rzecz analizy konkretnych rynków lokalnych.

Czy sektor publiczny i prywatny nauczą się podążać w tym samym kierunku, zanim każdy zacznie budować według własnej mapy potrzeb?

Czym jest Polish Real Estate Summit?